Smakowite Mikołajki z Crust&Dust

5 grudnia 2016

Smakowite Mikołajki z Crust&Dust

Jest taki wieczór w roku w którym okazuje się, że dzieci potrafią równo ustawić buty, same ułożyć poduszkę na łóżku i wcześniej pójść spać. Wszystko dla Mikołaja, który w nocy zupełnie niepostrzeżenie zostawia dowody na to, że magia istnieje. Może w tym roku zaczarujecie dzieci prezentami wprost ze śliwkowej manufaktury?

Dzieci uwielbiają prezenty. Zwykle ich listy marzeń są nieznośnie długie i niewyobrażalnie kosztowne. Wystarczy jedna wycieczka do krainy dziecięcych gadżetów, żeby zrozumieć dlaczego. W sklepach są coraz to nowsze zestawy klocków, serie kart nigdy się nie kończą, a lalki potrzebują nowych ciuszków. Wszyscy lubimy spełniać marzenia, szczególnie naszych dzieci. Czasem można dorzucić do tych prezentów swój czas.

Lubię być z naszymi dziećmi w kuchni i coś wspólnie przygotowywać. Najpierw sama sobie daję zgodę na bałagan. Potem zdejmuję z siebie rolę matki kontrolującej. Wyłączam telefon, nie zwracam uwagi na zegarek, po prostu jesteśmy razem. Wyciągam fartuszki dla nas wszystkich i zaczynamy wspólną zabawę. Ktoś coś łamie, ktoś kroi, ktoś miesza. Tu się wyleje, tu rozsypie, tu sprzątnie albo zje z podłogi. Każdy czuje się odpowiedzialny, ale przede wszystkim potrzebny innym.

Ostatnio razem robiliśmy małe czekoladowe trufle ze śliwką kalifornijską. Zaczęło się niewinnie. Dzieci wyciągnęły z szuflady wszystkie słoiczki z posypkami i bardzo chciały ich użyć. Nie ma dla nich lepszego zastosowania niż ręcznie robione czekoladki. Robienie tych słodkości jest naprawdę proste. Nawet małe rączki są w stanie coś pomóc i poczuć wielką moc sprawczą. Gotowe trufelki zawijaliśmy w folię aluminiową, żeby móc sprezentować je dziadkom. Wtedy pomyślałam, że takie czekoladowe cukierki byłyby też świetną mikołajkową niespodzianką dla dzieci – wystarczy powiesić je na klamce do pokoju i pozwolić im rozpakować je zaraz po śniadaniu.

Jestem wielką zwolenniczką prezentów wykonywanych samodzielnie, rzeczy prosto z serca. Dlatego na każdą okazję staram się  wymyślić coś nowego i uroczego. Robiłam już malutkie biszkoptowe misie wypełnione czekoladą, pierniczki w kształcie księżniczek i dinozaurów, batoniki musli pakowane w małe torebeczki, mieszanki do samodzielnego smażenia placuszków. Teraz wpadł mi do głowy nowy pomysł. Nasze dzieci uwielbiają naleśniki z czekoladą. Dlatego chciałam zrobić im coś, co będzie uzupełnieniem ich małej słabości. Wymieszałam śliwkę kalifornijską z czekoladą i mlekiem. Wyszedł wspaniały krem kanapkowo-naleśnikowy. Jest tak dobry, że chce się go jeść prosto ze słoika. Każdy słoiczek przewiążę tasiemką i doczepię karteczkę z odpowiednim imieniem.

Mikołajki to dzień małych radości. Dobrze jest móc tę radość dzielić z tymi, którzy potrafią nią zarażać.

Gościnny wpis przygotowała autorka bloga Crust and Dust – miłośniczka podlaskiej kuchni, autorka Kulinarnego Bloga Roku 2012.