Słodki Dzień Dziecka

Słodki Dzień Dziecka

Szybkie wyścigówki, lalki z pięknymi naturalnymi włosami, klocki przypominające bazy międzygalaktycznych wojowników są pewnie w czołówce prezentów na Dzień Dziecka. Ale czy Dzień Dziecka musi ograniczać się do jednego dnia?

Dzień Dziecka to nieco problematyczne święto. Z jednej strony cieszymy się razem z najmłodszymi i przypominamy sobie, że każdy z nas czasami czuje się małym człowiekiem. Z drugiej strony jednak dzień dziecka powinien być codziennie – zaspokajanie realnych potrzeb dzieci, zapewnianie im poczucia bezpieczeństwa i wzmacnianie ich poczucia własnej wartości nie ma przecież ram czasowych. W ten sposób myślą Amerykanie, którzy dnia dziecka nie obchodzą wcale. Uznają, że dzieciom szczególna uwaga ze strony dorosłych, także tych obcych, należy się każdego dnia. Okazją do wręczania prezentów są urodziny.

Podobnie rzecz ma się z celebrowaniem dnia dziecka na talerzu. Z jednej strony chcemy dzieciakom w tym dniu sprawić frajdę też na talerzu. Sama pamiętam, że dzień dziecka zawsze kojarzył mi się z rodzinnym wypadem na lody albo gofry z bitą śmietaną. Z drugiej strony, zdrowe i ciekawe jedzenie powinno być codziennością.  Na szczęście, czasem można wszystko zgrabnie połączyć i w Dniu Dziecka zaserwować dzieciom ulubione, zdrowe smaki w zupełnie nowej formie.

W naszym domu zaczynamy świętowanie od rana. Przygotowujemy jajka sadzone w silikonowych foremkach w kształcie serduszek i kwiatuszków albo używamy tych samych foremek do usmażenia placków. Robimy to zwykle w pośpiechu, bo o 8:15 zaczynają się lekcje, a po drodze jest jeszcze przedszkole. Do śniadaniówek pakujemy im krakersy, kawałki jabłek i małe pojemniczki ze śliwkowym masłem orzechowym. To sycąca i całkiem zbilansowana przekąska. Popołudniu wspólnie pijemy kawę – my taką prawdziwą, a oni zbożówkę ze spienionym mlekiem i obowiązkowym cynamonem. W tym roku podamy im też drożdżowe lizaki ze śliwkami kalifornijskimi i czekoladą. Nadziejemy je na mieszadełka do kawy lub patyczki do lodów.

Jedzenie jest ogromną przyjemnością i warto tę przyjemność dzielić z dziećmi. Tym bardziej, że one są wspaniałymi i szczerymi recenzentami naszych kulinarnych sukcesów i porażek. Zdarza się, że dzieci wcale nie mają ochoty czegoś jeść – albo tego już nie lubią, chociaż nie próbowały, albo przestały lubić. Przez pewien czas byłam sceptycznie nastawiona do kanapek w kształcie misiów i łódeczek. Zauważyłam jednak, że bawiąc się formą mogę zachęcić swoje dzieci do eksperymentowania i przełamywania wewnętrznych oporów. Kto nie chciałby spróbować jak smakuje oliwkowy nos pandy albo cykoriowe ucho żaby. Zachęcanie do odkrywania nowych smaków nie może się jednak przerodzić w zmuszanie. Jedzenia nie możemy rozpatrywać w kategorii kary czy nagrody. Nie dość, że może spowodować zaburzenia odżywiania, to szybko obraca się przeciwko nam – „zjem zupę jak pozwolisz mi pograć”.

Z okazji Dnia Dziecka zachęcamy do bawienia się jedzeniem – radosnego brudzenia się musem śliwkowym, nierównego siekania składników sałatek i bycia razem przy stole.

Przepis na śliwkowe masło orzechowe oraz drożdżowe lizaki ze śliwkami kalifornijskimi i czekoladą znajdziecie na stronie: http://californiaprunes.pl/przepisy/

Autorką gościnnego wpisu jest Crust&Dust– miłośniczka podlaskiej kuchni i kawy. Nałogowa kolekcjonerka książek kucharskich, foremek do pierniczków i pustych słoików, które w odpowiednim czasie zapełnia konfiturami.